Dziewięć tygodni, tyle trwało moje przygotowanie do startu w biegu ulicznym, od kiedy połknąłem biegowego bakcyla. Pisałem o tym wcześniej, jak to Paweł co biega zaraził mnie swoją pasją. Było to po pół–maratonie dookoła Jeziora Żywieckiego, w którym On brał udział. Wtedy nie wiedziałem jak mi to bieganie będzie wychodzić i czy będę startował.

Pierwsze treningi, trzy–, cztero–, potem pięciokilometrowe niczego wielkiego nie zapowiadały. Przełomem był bieg na osiem kilometrów, który w moim mniemaniu udało się przebiec w przyzwoitym czasie 43 minut. Wtedy Tomek zaczął kombinować, gdzie by tu wystartować i jak wytrenować się na dystans ćwierć–maratonu? Wojtek z aktywnych sportowo zapodał dziesięciokilometrowy bieg w Bielsku – Białej pod koniec maja. Zapadła decyzja – biegnę. I pobiegłem, na coraz dłuższe treningi przeplatane krótszymi dla wyrobienia tempa. Biegałem dziesięć, jedenaście kilometrów na dystans, albo pięć, sześć, siedem na tempo. Przy krótszych treningach towarzyszył mi pies, bo ciągnął do przodu, przy dłuższych już nie, bo ja go musiałem ciągnąć; m.in. jego pęcherz nie wytrzymywał tak długiego czasu bez przystanku J. Przed biegiem w Bielsku – Białej udało mi się zaliczyć trzy razy dyszkę. Reszta to krótsze treningi.

Źrodło: https://blog.fh.org/2012/12/love-sports-fighting-world-poverty-do-fh/running/

Źrodło: https://blog.fh.org/2012/12/love-sports-fighting-world-poverty-do-fh/running/

Fajne w tym było to, że bieganie sprawiało mi przyjemność, że nie była to dla mnie praca żeby osiągnąć cel. Atmosferę podkręcali koledzy z pracy, którzy zapisali się na ten bieg – starzy wyjadacze biegowych tras. „Dasz radę”, „spokojnie, przebiegniesz” to ich „dobre rady”. W sumie to mieli rację, ale wtedy to nie było takie oczywiste dla mnie. Wtedy to nie chciałem być ostatni.

W końcu nadszedł dzień startu. Tempo wyrobione na treningach pozwoliło mi na celowanie w czas pięćdziesięciu minut, ale nie za wszelką cenę, przede wszystkim chciałem osiągnąć metę. Aura tego dnia okazała się być dla mnie łaskawa. Było słonecznie, ale niezbyt ciepło, z chłodnym powiewem wiatru, po prostu idealnie. W towarzystwie kibicujących znajomych udałem się na start biegu. Krótki trening dla rozgrzewki i w końcu znalazłem się przed linią startu, w otoczeniu ponad tysiąca biegaczek i biegaczy. Emocje bezcenne, (wpisowe zapłacisz kartą…hehe).  Wystrzał i ruszyliśmy. Biegłem emocjami, a nie siłą mięśni. Dwa kilometry pokonałem niesiony siłą tłumu. Spojrzałem na stoper i postanowiłem uspokoić tempo, z obawy, że w takim tempie nie dociągnę do mety. Biegłem tak sobie spokojnie, spokojnie biegłem do półmetka. Kontrolowałem tempo i po sześciu kilometrach uznałem, że jest szansa na 45 minut na mecie. Dodatkowo tempo moje podkręcił znajomy z mojej ulicy, który mnie wyprzedził. Kilometr, może dwa i zniknął mi z zasięgu wzroku. Przy wodopoju pół kubka wylałem sobie na głowę. Ostatnie kilkaset metrów biegłem w transie. Nawet nie zauważyłem kibicujących mi znajomych i sąsiadów. Zmęczenie mieszało się z euforią. Endorfiny szalały. Przebiegając linię mety z zadowoleniem spojrzałem na wskazywany czas i zobaczyłem szczęśliwą i dumną minę żony. Reszty nie pamiętam, ktoś założył mi medal, ktoś podał butelkę wody, ktoś robił zdjęcia, dzieci do mnie coś gadały. Nie pamiętam. Mnie pozostało delektować się osiągniętym wynikiem. 44minuty i 15sekund. To było smaczne.

Jedna odpowiedź

  1. Justyna

    Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.
    Ja też ostatnio biegłam w takim biegu, mimo, że nie zajęłam pierwszego miejsca to byłam mega dumna z siebie, że w ogóle dałam radę przebiec i nie zrezygnowałam. 28 maja mam zamiar pobiec w biegu organizowanym w Gdańsku tak zwanym biegu dla twardzieli, zapowiada się niezapomniana przygoda a dochód z biegu będzie przekazany na cele charytatywne więcej informacji jeśli chcecie to tutaj może ktoś się dołączy http://warriorsrun.com.pl/idea-biegu.html aaa i jeszcze dodam, że uczestnicy będą wykonywali takie zadania, jak kandydaci na członków jednostek specjalnych. Zadania przygotowują byli żołnierze GROM-u oraz weteranami z Afganistanu

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany